Inspiracja, Lifestyle, Moja Kanada

Nasze afrykańskie safari

Dziesięć lat temu gdy Bryan miał niespełna trzy latka a Marysia zaledwie parę miesięcy, wybraliśmy się do jednego a najwspanialszych miejsc gdzie każda rodzina powinna zajrzeć –  African Lion Safari. Całe doświadczenie było zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju z dzikimi, egzotycznymi zwierzętami skaczącymi na samochód lub zaglądającymi przez okno. Tak jak gołębie czy wiewiórki w naszym mieście, tutaj lwy, małpki czy kangury były dosłownie w zasięgu ręki. A pośrodku my. Bryan krzyczał i śmiał się z podekscytowania a Marysia, z tego co pamiętam, przespała większość wyprawy :) Od tego momentu wiele razy myśleliśmy o ponownym odwiedzeniu tego rezerwatu ale jakoś nigdy nie było po drodze. Aż do teraz. Zaplanowaliśmy tą wycieczkę razem z Mikiem i nic nie mówiąc dzieciom w sobotę zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę! Bardzo się cieszę, że w końcu nam się udało a dzień spędzony w African Lion Safari był nie do pobicia…

dsc_0135r

dsc_0141r

dsc_0190r

czyż ona nie jest przeurocza?

dsc_0037r

dsc_0087r

dsc_0026r

dsc_0085r

nie ma to jak u mamy

dsc_0047r

dsc_0206r

dsc_0207r

dsc_0225r

dsc_0236r

dsc_0160r

dsc_0043r

dsc_0077r

dsc_0092r

dsc_0114r

dsc_0151r

dsc_0034r

dsc_0216r

hipopotama o mało nie przegapiliśmy. Cały zanurzony w błocie delektował się kąpielą. Na szczęście Marysia zauważyła jak zatrzepotał uszami

dsc_0304r

dsc_0253r

dsc_0257r

dsc_0242r

dsc_0239r

dsc_0158r

dsc_0090r

a Ty nigdzie nie odchodź dzieciaczku

dsc_0032r

dsc_0023r